Oni
za to zapłacą. Chcą wojny, to ją dostaną! - wymamrotał i zwinął
się z bólu
-
Czyli z dzisiaj nici ? - zapytała Jess
- Tak
- odpowiedział
- Nie
- powiedziałam równie szybko jak on
-
Nie!
-
Tak! - wrzasnęłam - Czemu wy zawsze chcecie się poddać? To było
zaplanowane! Dlatego, to nie był dobry pomysł! Czy wy nie
możecie się choć raz mnie posłuchać ?
-
Nie?! - wrzasnęli razem- Dobra - uniosłam ręce w geście kapitulacji. - A radźcie sobie sami! - splunęłam.
Wskoczyłam na motor i odjechałam. W sumie nie
wiedziałam gdzie jadę. To był impuls. W końcu wylądowałam na
jakimś wzgórzu na obrzeżach miasta. Rzuciłam z impetem moją
torbę gdzieś w bok i usiadłam na kraju. Widok był przepiękny
więc upajałam się nim jak tylko mogłam. Było już ciemno.
Zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że nie pomogłam Christianowi,
że ich zostawiłam. Ohh Jessica i tak sobie ze wszystkim poradzi -
dogadywało moje wredne oblicze. Posiedziałam tam trochę i
pomyślałam nad moim dziwnym życiem, choć mi nie wolno było
myśleć... Zbyt często to robiłam. Zaczęłam szukać mojej
torebki. Wyrzucenie jej w tej ciemności nie było zbyt mądrym
posunięciem... Zaczęłam szukać jej kalecząc ręce o jakieś
krzaki i potykając się o jakiś stary instrument, sądząc po wydanym
dźwięku. Po całym zachodzie w końcu ją odnalazłam i mogłam
spokojnie jechać do domu. A może jednak nie...
Wbiegłam
do domu nie mając zamiaru tłumaczyć się "mamusi i
tatusiowi" za to że wróciłam po północy. Rzuciłam moją
torebkę na łóżko, poszłam do łazienki wziąć orzeźwiający
prysznic, a zaraz po nim opadłam na łóżko i zapadłam w głęboki
sen.
Rano wyglądałam jak po wojnie. Włosy w każdym
kierunku, oczy jakby podbite i w dodatku nie miałam ochoty na
kompletnie nic. Rozkoszowałam się beztroskim wylegiwaniem w łóżku
zakryta po same brzegi. W końcu sięgnęłam na szafkę obok
próbując znaleźć ręką mój najcenniejszy skarb – telefon i
sprawdzić godzinę. Niestety czekało mnie kompletne rozczarowanie,
bo takowego nie „wymacałam”. Wypadłam z łóżka jak procy
próbując go znaleźć, ale w ogóle mi to nie szło. Jestem osobą
która wszystko łatwo gubi, rzuca po kątach,a potem nie umie tego
znaleźć, no chyba że jest już kompletnie nie potrzebne.
Znalazłam w kącie moją torebkę i to było ostatnie miejsce gdzie
mógł być. Wysypałam całą zawartość na łóżko i zaczęłam
przeszukiwać. Błyszczyk, maskara, lusterko, chusteczki, kluczyki,
słuchawki, portfel... Ale brak telefonu... no i pamiętnika.
Momentalnie cała się zagotowałam. Musiały wypaść w ciemności
na tym głupim wzgórzu. Nie pozostanie mi nic innego tylko tam
wrócić... Ale najpierw śniadanie...
1 nowa wiadomość!
***
***
Po śniadaniu a
właściwie obiedzie i doprowadzeniu się do ładu i składu minęło
dość sporo czasu. Cały dzień omijałam szerokim łukiem Jess i
Chrisa, bo nie miałam zamiaru się im tłumaczyć. Gdy widziałam
ich kwaśne miny, wszystkiego mi się odechciewało, dlatego wolałam
sobie oszczędzić ich narzekań, kazań i tego całego cyrku.
Przebrałam się z dresu, na jeansy, skórzaną kurtkę i
motocyklówki, włosy zostawiłam rozpuszczone, bo i tak skryję je
pod kaskiem. Zabrałam kluczyki, torebkę, którą przerzuciłam
przez ramie i pojechałam po moje zguby.
Gdy dotarłam na
miejsce i zdjęłam kask, przetrzepując włosy, zaczęłam rozglądać się po okolicy. Miejsce był równie
urocze w dzień jak i w nocy.
Po 4
kółku i przeszukani każdego krzaczka, drzewka i kwiatka, zaczęłam
mieć dość. Po moich rzeczach nie było ani śladu.
- Kurwa mać! - wrzasnęłam i kucnęłam, chowając moją głowę między rękami. Byłam totalnie bezradna... Że też Christian musi mieć zawsze racje...
- Kurwa mać! - wrzasnęłam i kucnęłam, chowając moją głowę między rękami. Byłam totalnie bezradna... Że też Christian musi mieć zawsze racje...
Nagle ktoś dotknął mojego ramienia
- Szuk...
Poderwałam się jak szalona, wbiłam mu łokieć w brzuch, odwróciłam się przodem do niego i podłożyłam nogę pod jego łydkę. Przewrócił się, a ja wykorzystując chwilę wskoczyłam na jego biodra, wyciągając z kieszeni broń i przeładowując ją przed jego twarzą.
- Czego chcesz? - zapytałam, nie opuszczając broni.
- Pytałem czy szukasz tego – wskazał placem na ziemie. Odwróciłam się i zobaczyłam leżący telefon i pamiętnik. Mój wzrok powędrował z powrotem na broń i spuściłam ją na ziemię
- Ahhh no w sumie tego szukam, dzięki – powiedziałam
- Mogłabyś ze mnie zejść?
- T-aa-k jasne - zeszłam z chłopaka i wystrzeliłam na oślep kulę, gdzieś w kierunku miasta. Zabrałam swoją własność do torebki.
- No no zwaliłaś mnie z nóg – powiedział chłopak. Zignorowałam go
- Gdzie to znalazłeś? - zapytałam
- Szuk...
Poderwałam się jak szalona, wbiłam mu łokieć w brzuch, odwróciłam się przodem do niego i podłożyłam nogę pod jego łydkę. Przewrócił się, a ja wykorzystując chwilę wskoczyłam na jego biodra, wyciągając z kieszeni broń i przeładowując ją przed jego twarzą.
- Czego chcesz? - zapytałam, nie opuszczając broni.
- Pytałem czy szukasz tego – wskazał placem na ziemie. Odwróciłam się i zobaczyłam leżący telefon i pamiętnik. Mój wzrok powędrował z powrotem na broń i spuściłam ją na ziemię
- Ahhh no w sumie tego szukam, dzięki – powiedziałam
- Mogłabyś ze mnie zejść?
- T-aa-k jasne - zeszłam z chłopaka i wystrzeliłam na oślep kulę, gdzieś w kierunku miasta. Zabrałam swoją własność do torebki.
- No no zwaliłaś mnie z nóg – powiedział chłopak. Zignorowałam go
- Gdzie to znalazłeś? - zapytałam
-
Tam, w krzakach – uśmiechnął się. Dopiero teraz mogłam mu się
przyjrzeć. Wysoki, dobrze zbudowany, no i jego oczy... Ich błękit
zdecydowanie go wyróżniał – Podoba Ci się to co widzisz? -
zapytał. Bezczelny... Ale w sumie sama rozbierałam go wzrokiem.
Ehhh. Postanowiłam
znowu to zignorować, więc zaczęłam iść w stronę mojego pojazdu.
-
Nawet nie podziękujesz? Ani się nie pożegnasz? - gdy usłyszałam
głos odwróciłam się i ujrzałam szeroki uśmiech na twarzy
- Ta masz rację... Dzięki i nara – powiedziałam i przyśpieszyłam kroku. Gdy dotarłam i wsiadłam na motor odsapnęłam. Co to do cholery było? - zapytałam sama siebie... Nie pozostało mi nic innego jak wrócić do domu.
- Ta masz rację... Dzięki i nara – powiedziałam i przyśpieszyłam kroku. Gdy dotarłam i wsiadłam na motor odsapnęłam. Co to do cholery było? - zapytałam sama siebie... Nie pozostało mi nic innego jak wrócić do domu.
30.07.12
Własnie siedzę na łóżku i piszę. Wczorajsza akcja jak zwykle się nie udała. Kto by się spodziewał... Unikam C i J bo pojechałam wczoraj do dosyć ciekawego miejsca. Wróciłam zbyt późno bo wolałam jeszcze trochę pouciekać przed glinami. Cały dzisiejszy dzień był strasznie dziwny. Zgubiłam ten zeszyt i telefon, wróciłam na wzgórze i napadłam na bezbronnego chłopaka. Moje życie jest dziwne, ale..
HOPE
Odłożyłam zeszyt i zabrałam z torebki mój telefon.1 nowa wiadomość!
***
Ohhoooooo wróciłam! Po długim urlopie :))
Kto się cieszy?
Las rąk w górze xd Czaicie sarkazm? ^^
No mam nadzieję, ze całkiem nie zapomnieliście początków historii Isabelli :)
No i jeszcze special commercial
Ohhoooooo wróciłam! Po długim urlopie :))
Kto się cieszy?
Las rąk w górze xd Czaicie sarkazm? ^^
No mam nadzieję, ze całkiem nie zapomnieliście początków historii Isabelli :)
No i jeszcze special commercial
Moja kochana Moniczka stała się jedną z Directioner po prawie roku męczenia HURREY. Zaczęła pisać fanfiction z nimi w roli głównej i miło jakbyście zajrzeli :)
Zapraszam ! http://ruthless-fanfiction.blogspot.com/
Zapraszam ! http://ruthless-fanfiction.blogspot.com/